Gabryś: – Hej, nie czuję bólu

Hej, jestem Gabryś. Odkąd się urodziłem nie czuje bólu i jestem dobrym człowiekiem. Wiem, że motyw ten pojawiał się w filmach, książkach i w waszej wyobraźni. Cieszcie się, że tylko tam. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się jaką rolę w waszym życiu odgrywa ból? Ile decyzji było podjętych pod jego naciskiem? Ile razy chcieliście go uniknąć? Czego was nauczył?

Pochodzę z małej miejscowości. Nie jest to wieś z gospodarstwami rolnymi i zwierzętami, po prostu małe miasteczko. Od najmłodszych lat moje środowisko znajomych było niewielkie, wszyscy byliśmy jedną wielką rodziną. Chodziłem do szkoły. Całkiem dobrze się uczyłem. Nie zwracałem uwagi na różnice pomiędzy nami. Mam tu na myśli moich rówieśników. Rodzice nigdy nie nauczyli mnie płaczu, a do domu wracałem z uśmiechem na twarzy, nawet gdy musiałem przyjść wcześniej, kiedy moi znajomi jeszcze dobrze bawili się na dworze. Mając kilkanaście lat zacząłem dostrzegać swoją odmienność. W owym wieku, byłem zmuszony porzucić dotychczasowych znajomych i wyprowadzić się do dużego miasta. Jestem zagorzałym introwertykiem. Bardzo ciężko było mi się zaadaptować. Już jako piętnastolatek zacząłem zgłębiać wiedzę psychologiczną, której jestem pasjonatem. Początkowo było to jedynie szukanie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, wypełnianie czasu, który spędzałem w swojej „norze”, czyli moim pokoju. Mój tata go tak nazywał. Zacząłem również zauważać, że nie jestem zdolny do odczuwania bólu fizycznego.  Nigdy nie reagowałem na ukłucia igłą, zadrapania, wywrotki na rowerze. Myślałem, że każdy tak ma, a łzy na policzkach ludzi, płyną kiedy się poddają.  Jako nastolatek przeżywałem sporo przelotnych miłości. Nigdy nie trafiłem na dziewczynę, która nie byłaby złym człowiekiem. Mówię to z czystym sumieniem, ale nie to jest tematem tego, co chcę wam przekazać. Byłem nastolatkiem z nieudolnie posklejanym sercem, moi rodzice rozwiedli się – praca…

Z dniem ukończenia szkoły, mieszkałem już sam. Moja matka umarła. Prawdopodobnie ojciec zabił ją, kiedy dowiedział się, że znalazła sobie innego faceta ale nigdy mu tego nie udowodnili. Dodatkowo zapadł się pod ziemię. Przepełniony marnością swojego losu marzyłem aby poczuć w końcu coś innego niż zakichaną bezradność, depresję, stany lękowe. Chciałem, aby ból fizyczny przyniósł mi ukojenie. Bezskutecznie wyrywałem sobie płaty skóry zębami, dodatkowo żując je w ustach, jakoby miało to w końcu przysporzyć mi bólu. Podcinałem sobie żyły, jednak okazało się, że moje serce produkuje nieskończone pokłady 0 Rh+. Czaszki nie da się rozwalić, a na broń do dziś mnie nie stać. Prawdopodobnie i na to mój przeklęty organizm by znalazł sposób. Pewnego razu, nieco podpity, ze spuchniętymi powiekami i twarzą na której malowały się niewyraźne kształty poszedłem do sklepu. Nie musiałem jeść ale jedyne na co było mnie stać i co lubiłem to zupka chińska z Vivonu. Taka pikantna, podobno. Smakowała jak to wszystko dookoła. Była po prostu na tyle niedobra, że mi smakowała. Idąc wzdłuż ulicy bocianiej, w jednej z bram zobaczyłem mężczyznę, który grozi kobiecie nożem. Prawdopodobnie rozchodziło się o jej torebkę, bądź to co się w niej znajduje. Dostrzegłem okazję pomocy drugiej osobie. Chwyciłem za nóż, który na pewno rozpoznaliby gracze popularnej strzelanki. Polało się sporo krwi. Napastnik ugodził mnie nożem jeszcze kilka razy, w tym czasie kobiecie udało się uciec i schronić w jednym ze sklepów. Tam przyjechała policja. Z całej sytuacji wyszedłem bez szwanku, a w lokalnej prasie nadano mi przydomek „Nieśmiertelny”.

Sytuacja ta zapoczątkowała moje nowe, odmienione życie. Nieskończone pokłady krwi posłużyły mi do cyklicznego jej oddawania potrzebującym. Stawałem w obronie słabszych, często będąc workiem treningowym. Sprawiało mi to przyjemność bo z jednej strony Ci ludzie chcieli mi zadać tyle bólu ale ich poczynania nie przynosiły skutku. Byli bezradni jak ja kiedyś i wiem, że to bolało ich jeszcze bardziej. Stałem się również przedmiotem badań lekarzy z całego świata, a zarobione dzięki temu pieniądze przeznaczałem na pomoc zagubionym w dzisiejszym świecie ludziom. Można powiedzieć, że jestem takim super bohaterem tylko nie umiem latać.

Dodaj komentarz