Geralt z Rivii – neutralność to też wybór

Któż by pomyślał, że sprzedawca futer, z wykształcenia ekonomista, będzie drugim – po Stanisławie Lemie – polskim pisarzem fantastyki, którego dzieła będą najczęściej tłumaczone na inne języki?

 

Czy znajdzie się ktoś, kto podejrzewałby, że rodzimy przemysł gier komputerowych dostanie takiego produkcyjnego kopa, opierając fabułę 3 gier na dziełach tego Łodzianina? Ba! – że jedna z tych gier będzie najbardziej utytułowaną produkcją tego typu w historii?

 

Michał Żebrowski w serialu z 2002 roku

I czy ktoś myślałby, że na kanwie jego książek produkowany będzie serial przez Netflix, twórców takich hitów jak „House of Cards” czy „Narcos”, po – mimo wszystko – małym blamażu polskiej produkcji z 2002 roku?

 

Panie i Panowie (werbel proszę!) – bardziej przedstawiać chyba nie muszę. Andrzej Sapkowski, wraz z bodaj naszym największym intelektualnym towarem eksportowym ostatnich lat – saga „Wiedźmin” i jego sztampowa postać: Geralt z Rivii.

 

 

 

Maszynka do zabijania

 

Wbrew pozorom wiedźmini są ludźmi – no, prawie, przymykając oko na fakt, że zostali poddani morderczemu treningowi,  wyjątkowym mutacjom, które przeżywają jedynie nieliczni oraz posiadają rozwinięte ponad miarę zmysły. Są zdolni do używania podstawowej magii w formie znaków wykonywanych dłońmi, choroby i trucizn ich się nie imają, ale przede wszystkim – nie bez kozery nazywa się ich mistrzami miecza, gdyż jedynie nieliczni są na tyle wyszkoleni, by sprostać w walce któremuś z wiedźminów. I choć mimo sprawowania profesji polegającej na obronie ludzi poprzez zabijanie każdej maści potworów – nie cieszą się szacunkiem tych, których ochraniają:  spluwa się na ich widok , często wypomina się im bycie nieludziem – ta nieprawda to zazwyczaj preludium do ataku na jednego z tych mutantów, kończącym się albo zignorowaniem sprawy, albo śmiercią któregoś śmiałka, na tyle głupiego, by wyzywać kogoś bieglejszego od siebie w machaniu mieczem  – kończąc na traktowaniu ich jako niegodnych towarzystwa. Bo jak zostali opisani przez epizodyczną postać znachorki w jednej z książek, czytającą starą rycinę opisującą każde monstrum – „Baczyć aby trzeba, coby wiedźmaka nie dotykać, bo od tego oparszywieć można. A dziewki przed nim kryć, bo wiedźmak chutliwy jest ponad miarę wszelką”.

Sam Geralt z Rivii jest najsłynniejszym wiedźminem, jedynym, który przeżył dodatkowe eksperymenty, przypłacając to brakiem pigmentu we włosach. Stąd też jeden z jego przydomków – Biały Wilk. Pierwotnie chciał się nazywać Geralt Roger Eryk du Haute-Bellegarde, aczkolwiek szybko wybito mu to z głowy. Jego pierwszy wyjazd zrewidował jego poglądy na bycie mutantem broniącym ludzi, nie tylko przed potworami, ale także przed róznorakimi opryszkami: podczas pierwszego wyjazdu z wiedźmińskiej warowni Kaer Morhen natknął się na kupca z córką atakowanych przez rabusiów. Po zaszlachtowaniu złoczyńców przez wiedźmina handlarz uciekł, a jego latorośl zemdlała z przerażenia, gdy tylko Geralt zbliżył się do niej. To wydarzenie miało olbrzymi wpływ na jego światopogląd, bo wcześniej głowę miał pełną marzeń o tym, jak ratować będzie świat.

„Neutralność jest jedynie maskaradą. Trzecia droga nie istnieje”

Choć sam autor tych słów jest przez ogromne grono historyków nazywany największym zbrodniarzem w historii świata, to Mao Zedong przedstawia pogląd, którym później kieruje się postać Sapkowskiego. Ale po kolei.

„Mieszanie się” do czyichkolwiek interesów nie jest – nomen omen – w interesie Białego Wilka.

Przyjmuję on wygodną postawę, łatwą do obrania, wręcz komformistyczną. Po tym, jak parę razy Geralt z Rivii przejechał się na pomocy innym, raczej nie jest skory do wtrącania się do czegoś, co wykracza poza wiedźmińskie zlecenie, co więcej – sam kieruje się (najprawdopodobniej osobistym, nigdzie nie spisanym i iluzorycznym) swoim kodeksem, którego nie ma zamiaru łamać, nawet jeśli istnieje tylko po to, by nie musieć się tłumaczyć ze swojej misji.

Bądź co bądź, sam zabójca potworów doskonale opisał swoje początkowe poglądy na ten temat:

 

Zło to zło, Stregoborze (…) Mniejsze, większe, średnie, wszystko jedno, proporcje są umowne, a granice zatarte. Nie jestem świątobliwym pustelnikiem, nie samo dobro czyniłem w życiu. Ale jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim, to wolę nie wybierać wcale.”

 

Niestety – lub „stety”, zwłaszcza dla czytelnika, ale i rozwoju postaci – Geralt z Rivii nie pomyślał/zapomniał (niepotrzebne skreślić) o jednej, bardzo ważnej kwestii: neutralność to też wybór. Bezstronność ma swoje konsekwencje, czasem gorsze niż stanięcie po niekoniecznie moralnie „dobrej” stronie w walce Ładu z Chaosem.

Główny bohater sagi boleśnie się o tym przekonuje, w dalszych swoich przygodach uganiając się po połowie świata, działając wbrew swojemu „nieangażowaniu się”, walcząc o to, na czym mu zależy, przeciwstawiając się czasem przeznaczeniu, przeważającym siłom i  samemu sobie, by uratować osobę, którą kocha. A ta kwestia to jedynie wierzchołek góry lodowej tego, co się w „Wiedźminie” dzieje.

Pozwolę sobie zakończyć, cytując jedną wypowiedź i parafrazując drugą zapewne dwóch najpopularniejszych polskich pisarzów fantastyki – Jacka Piekary i właśnie Andrzeja Sapkowskiego. Przekształcając słowa przelane na papier przez tego pierwszego – „Odważni nie żyją wiecznie, tchórze nie żyją wcale” – napisałbym raczej: „bibliofile nie żyją wiecznie, lecz Ci, co nie czytają – wcale”. A przytaczając wypowiedź drugiego („Tylko złe książki mówią, jacy są ich autorzy. Dobre książki mówią, jacy są ich bohaterowie”), komentując ją już bardziej w kontekście wiedźmińskiego uniwersum – Geralt z Rivii to cholernie dobra postać.

Mateusz Chmielewski

Dodaj komentarz