My name is Bronson

Charles Bronson, a od trzech lat już właściwie Charles Salvador. I pomimo, iż nie jest to postać fikcyjna, to jednak tak kontrowersyjna i o tak bogatym życiorysie, że nawet sam Quentin Tarantino nie powstydziłby się zaangażować go do swoich produkcji. Bo przecież ten facet ma dopiero 65 lat i ani myśli zaprzestać swej „kariery”. Tym bardziej, że nie każdy jeszcze za życia doczekuje się swojej filmowej biografii…

Nieobliczalność w ludzkiej postaci

Jestem miły, ale czasami tracę wszystkie swoje zmysły i staję się paskudny. To nie czyni mnie złym, tylko zdezorientowanym.

Tak o samym sobie mówi Michael Gordon Peterson, bo tak brzmi jego prawdziwie imię i nazwisko. Urodził się w grudniu 1952 roku w Luton, jednym z większych miast hrabstwa Bedfordshire we wschodniej Anglii. Mianowany jako najsłynniejszy i najdroższy więzień Wielkiej Brytanii, chyba od dziecka marzył, by zostać sławnym, przynajmniej takie można odnieść wrażenie. Tylko jak to zrobić, kiedy poza zadziornością, odwagą i dużą dozą chuligaństwa nie posiada się (przynajmniej jako młodzieniec) zbyt wielu zdolności? Peterson pierwszy raz trafił do więzienia w 1974 roku, gdy z użyciem broni napadł na pocztę. Mimo tego, iż udało mu się ukraść zaledwie 26 funtów, sąd skazał go na 7 lat pozbawienia wolności. Po zwolnieniu na krótko zajął się karierą bokserską walcząc nielegalnie nie tylko z ludźmi ale i w ostatniej swojej walce także z psem rasy doberman bądź rottweiler (sprzeczne źródła), gdy ochotników rasy ludzkiej na walkę z nim już nie było. Ową walkę z psem oczywiście wygrał i zgarnął okrągłe 1000 funtów. Wtedy też jego promotor zaproponował mu, aby Michael nadał sobie jakiś lepiej brzmiący pseudonim i zaproponował właśnie Charlesa Bronsona – od amerykańskiego aktora urodzonego w latach trzydziestych. Jego pobyt na wolności nie trwał długo, bowiem po paru miesiącach ponownie trafił za kratki podczas planowania kolejnego rabunku. Po licznych bójkach ze strażnikami (a pozwalał sobie na to, jako że jego muskulaturą i wytrzymałością nie pogardziłby nawet zawodowy strongman) w końcu został skazany na dożywocie. Jak się później okazało, bójki te stały się jego życiowym przesłaniem i hobby.

Najprostszy sposób na bycie sławnym

Od tamtego czasu, Bronson spędza swoje życie w więziennej celi. A w zasadzie w izolatce. Już 43, tak 43 lata siedzi on za kratkami, z czego tylko 4 (!) poza izolatką co jest absolutnym ewenementem. Przyczyną tego jest właśnie jego zamiłowanie do bójek i awantur. Do tej pory odwiedził on ponad 120 więzień w Wielkiej Brytanii, ponieważ – co może brzmieć trochę śmiesznie – nigdzie go nie chcą. W tym czasie pojmał około 11 zakładników i brutalnie pobił bądź okaleczył około 20 strażników. Co ciekawe, nikogo nie zabił! On sam twierdzi, że była to odpowiedź na brutalność klawiszy, gdyż niektórzy fizycznie i psychicznie znęcają się nad skazanymi. W latach osiemdziesiątych sprawiał tak duże problemy, że przeniesiono go nawet do szpitala psychiatrycznego, będącego podobno najlepiej strzeżonym miejscem na wyspach.

Tam rzecz jasna też sprawiał niemałe problemy, natomiast później stwierdził, że była to wina pracowników jednej z placówek, którzy bili go do nieprzytomności a kiedy nie udawało im się go powstrzymać wstrzykiwali mu mieszankę środków uspokajających, silną do tego stopnia, że blokowała nawet władzę w mięśniach co świetnie obrazuje jedna z filmowych scen.

W ramach protestu organizował bunty kilkukrotnie wspinając się na dach szpitala i robiąc przy tym szkody na sumę prawie miliona funtów. Wreszcie przeniesiono go do innego zakładu by następnie dla świętego spokoju wypuścić orzekając przy tym, że nic mu nie dolega i jest on jednak zdrowy na umyśle. Prawda jest taka, iż był on zamknięty tam nie dlatego, że był psychicznie chory tak jak reszta a dlatego, że właśnie chciano zrobić z niego wariata, lecz tak na prawdę wcale nie można odmówić mu inteligencji, objawianej w nieco innej formie.

Człowiek – orkiestra

Jego „perypetie” można by umieścić w osobnym sitcomie czy innej komedii, niekoniecznie robiąc z tego film biograficzny. Jak podają zagraniczne portale czy też ze wspomnień strażników więziennych można przeczytać, że kilka razy więził w swojej celi zakładnika tylko po to, by sprowokować bójkę z kilkoma strażnika. Jednak nie zawsze o samą awanturę chodziło. Czasem żądał również okupu jak np. w 1994 roku kiedy to chciał helikoptera i dmuchanej lalki. Innymi z jego form okupu były domagania się o filiżankę herbaty, kanapki z serem i ogórkiem, karabinów UZI wraz z zapasem amunicji, siekiery, a kończąc na transporcie helikopterem na Kubę. Pewnego razu w więziennej jadalni dwójka zamachowców z Iraku miała czelność wpaść na Bronsona. Ten rozzłoszczony najpierw chciał poukręcać im karki ale jak na porządnego kryminalisty przystało szybko się zreflektował i kazał im łaskotać go i nazywać generałem. Kiedy to mu się znudziło, rozkazał biednym Irakijczykom okładać go po głowie kuchennymi tackami a gdy ci w dziwnym i zupełnie niewiadomym przypływie strachu odmówili, wściekły Charles Bronson rozebrał się do naga, zaczął rozcinać swoje ciało żyletką i zażądał kolejnej porcji różnorakiego okupu. Miał on również w zwyczaju szczegółowo dbać o swoją higienę np. żołądka, zębów czy jelit lecz pominę to, ze względu na bardzo absurdalne (acz skuteczne) sposoby jakimi to robił. Prawda, że barwna i ciekawa postać?

Niczym Salvador Dalí

Jednakże nie tylko uprawianiem różnorakich sztuk walki – gdzie strażnicy służyli jako żywe worki treningowe – zajmował się w swoich celach Charlie, bo tak zdrobniale czasem kazał siebie nazywać. Pisał on również książki oraz malował różne obrazy, najwięcej oczywiście o charakterystyce więziennej. Dlatego też w 2014 roku po raz kolejny zmienił swoje przybrane nazwisko i na cześć wybitnego malarza Salvadora Dalíego zwie się teraz Charles Salvador. Do owego roku wydał 11 książek, z czego najpopularniejsza opisuje w jaki sposób bez jakichkolwiek używek i siłowni a więc w warunkach w jakich przebywał on sam nabrać takiej masy mięśniowej, aby jednym ciosem powalić krowę, rozbić kuloodporną szybę, unosić nicponiów nad głowę i nimi rzucać, czy kopniakiem otwierać stalowe drzwi. Wszystko to brzmi dosyć irracjonalnie, jednakże więzienni klawisze wspominają, że na ich oczach Bronson potrafił gołymi rękoma wygiąć stalowe drzwi.

Jego książki są nagradzane wieloma nagrodami, w tym nagrodą Koestlera przyznawanej za wybitną twórczość więzienną. Prace malarskie publikowane są w wielu magazynach i gazetach, a cały dochód z praw do publikacji i sprzedaży obrazów przeznaczany jest przez niego dobrowolnie, głównie na fundacje dla dzieci z porażeniem mózgowym. Istnieje również fundacja o nazwie The Charles Salvador Art Foundation która promuje jego dzieła.

Film

Zbliżając się ku końcowi, nie sposób pominąć, że powstał również film ilustrujący życie Bronsona o czym wspomniałem już na samym początku. Miał on premierę w 2008 roku. Sam soundtrack filmu nie odstaje od jego treści, na prawdę świetnie się słucha tego podkładu muzycznego. Z ciekawostek wartych odnotowania warto nadmienić na przykład, że początkowo rolę tytułowego Bronsona zagrać miał Jason Statham ale z powodu natłoku obowiązków musiał zrezygnować. Zastąpił go Tom Hardy i jest to chyba najodpowiedniejszy człowiek do tej roli, przysięgam! Zresztą, według rankingu na filmwebie to właśnie ta rola jest najwyżej ocenioną spośród wszystkich w które wcielił się Hardy (aż 9,6 na możliwych 10 punktów). Inną rzeczą są wąsy które Tom Hardy nosi w filmie. To prawdziwe wąsy Charlesa, który z wielkim entuzjazmem przyjął wiadomość, że zostanie wyreżyserowany o nim film i gdy się o tym dowiedział zgolił je i wysłał samemu aktorowi. Z kolei ten przygotowując się do głównej roli robił 2500 pompek dziennie z obciążeniem 19 kg na plecach. Swoją drogą gorąco polecam ten film bo długo by szukać drugiego takiego, co tak bezprecedensowo uderza w widza swoją brutalnością i przemocą, jednocześnie rozweselając nas licznymi momentami pełnymi humoru po to by jak najdokładniej oddać wizerunek najbrutalniejszego, najsławniejszego i najdroższego więźnia w brytyjskiej historii. A przecież to tylko mała część jego jakże zdrowo porąbanego rozumu…

Sławomir Obojski

Dodaj komentarz