Esmeralda – nie tylko „księżniczka” Disneya

Szesnaście lat jej życia dążyło do tego, by w pewien zimowy dzień zatańczyła na placu w pobliżu majestatycznej katedry Notre Dame- średniowiecznego serca Paryża. Już w tym miejscu ujawnił się absurd jej życia i ironia losu- ona- cygańskie, pogańskie dziecię jako miejsce swego tańca obiera sobie okolice katedry. I to nie w jaki taki, byle jaki dzień, a w Święto Trzech Króli. Od tego tańca wszystko się zacznie- jej szczęście, jej marzenia i wreszcie- jej tragedia. Kim więc była? Królową przypadku? Niewolnicą swego losu, zarazem kochaną i nienawidzoną przez przeznaczenie? Czy może zwykłą dziewczyną, której losy mogłaby podzielić każda inna?

Gdy ją poznajemy, 6. stycznia 1482 roku, jawi nam się jako rajska istota. Jest piękna, radosna, a do tego niezwykle lekka w swych ruchach. Trzeba w tym momencie uświadomić sobie, że znajdujemy się w epoce średniowiecza- strzelistych katedr, wszechobecnej boskiej chwały, biczującego się ludu i zabobonów. I tak oto zjawia się ona- zupełnie egzotyczna istotka, wychowywana przez tułaczkę, od małego wędrująca po świecie, jak na Cygankę przystało- od Andaluzji, przez Prowansję, aż po Paryż. Zdaje się być zupełnie wolna, wolna o wszelkich konwenansów. Tańczy przy dźwiękach tamburynu na środku Placu de Greve, w barwnej sukni i z rozwianym włosem. Któż nie zwróciłby uwagi na tak wyjątkową istotę? Zwrócili więc i oni- szkaradny, aczkolwiek dobry dzwonnik Quasimodo i jego pan oraz opiekun- archidiakon Klaudiusz Frollo.

Znamy jej historię. Wiele tekstów kultury jej poświęcono, a świat ją polubił. Wykreowana przez Victora Hugo w głośnej powieści doby francuskiego romantyzmu pt. „Katedra Marii Panny w Paryżu”, przez kolejne lata, w coraz to nowych, nie tylko książkowych adaptacjach, wielokrotnie zmieniała swe oblicze. Przypadło jej nawet w udziale szczęśliwe, a nie tragiczne zakończenie własnej historii- w disneyowskiej bajce „Dzwonnik z Notre Dame”. Ponadto, pozwolono jej w pełni rozkwitnąć, już nie tyle jako młodej, niewinnej dziewczynie, a świadomej swej miłości i gotowej zrobić dla niej wszystko kobiecie we francuskim musicalu „Notre Dame de Paris”, koncentrując wokół jej osoby całą fabułę. To właśnie tę ostatnią wersję Esmeraldy osobiście lubię najbardziej.

Dla tych, którzy nie znają jej historii, należy w tym miejscu ją nieco przybliżyć i nie pisać o niej nazbyt enigmatycznie. Esmeralda wiodła dość błogie i niewinne, iście cygańskie, życie aż do wspomnianego wcześniej szóstego dnia stycznia, kiedy to zauważyli ją Quasimodo i Frollo. Oboje zakochali się w niej bez pamięci, ale każdy obdarzył ją inną miłością. Frollo, orientując się, że Cyganka nigdy nie zdoła go pokochać, chciał zniszczyć ją tak, jak ona zupełnie nieświadomie zniszczyła jego poukładany, pełen Boga i nauki, świat, a przez to i jego samego. Quasimodo zaś z czasem chciał zniszczyć każdego, kto śmiałby skrzywdzić jego ukochaną Esmeraldę, wcielając się w rolę jej opiekuna i anioła stróża. A ona sama- też pokochała, a i owszem, ale żadnego z wyżej wymienionych mężczyzn. Swe serce oddała bawidamkowi Phoebusowi, nie potrafiąc dostrzec jego wad. Tak tocząca się historia nie może się skończyć dobrze. Kiedy miłość spotyka dwie osoby, mogą pojawić się kłopoty. Co zatem musi być, gdy pęta ona aż cztery dusze (a w zasadzie i ciut więcej, bo Phoebus ma narzeczoną, a Esmeralda wedle cygańskiego prawa- męża)? Pojawiają się intrygi, zazdrość, żądze, a wreszcie zbrodnie i śmierć. Wszystkiemu zaś towarzyszy przeznaczenie, kryjące się pod niefortunnymi zbiegami okoliczności. Właśnie, przeznaczenie… Podobno samego Victora Hugo do napisania powieści zainspirował stary, gotycki napis, który spostrzegł na murze Notre Dame, znaczący nic innego, jak „PRZEZNACZENIE”.

Najpiękniej rysuje się przeznaczenie we wspomnianym już musicalu „Notre Dame de Paris”, którego autorami są Luc Plamondon i Richard Cocciante. Najpiękniej też rysuje się w nim przemiana Esmeraldy (w którą wcieliła się Helene Segara)- z młodej, niedoświadczonej dziewczyny w kobietę. Książkowa Esmeralda do samego końca bywa infantylna, musicalowa bywa infantylna, ale jej motywacje idealnie tłumaczą tę infantylność zamieniając ją niejako w dojrzałość. Dlatego też tę wersję postaci Esmeraldy najlepiej potrafię zrozumieć i najbardziej lubię. Esmeralda z początku pierwszego aktu jest jeszcze mentalnie dzieckiem. Jej opiekun Clopin w jednej z piosenek ostrzega ją przed złem i okrucieństwem świata, dodając, że cały świat się dla niej odmieni, gdy pozna miłość. Tak też się dzieje. Poznając Phoebusa i zakochując się w nim, Esmeralda momentalnie dojrzewa. Staje się osobą świadomą swej miłości i gotową walczyć o nią pomimo wszystkiemu i wszystkim. Nawet w obliczu śmierci nie potrafi zrezygnować ze swego uczucia. W ostatnich scenach końcowego aktu nadal pięknie śpiewa o miłości, traktując ją jako największy dar i największe dobro, z którego nie można rezygnować, będąc człowiekiem.

I w tym miejscu można cofnąć się do rozważań ze wstępu. Kim tak naprawdę była? Czy inne dziewczyny i kobiety (choć nie tylko kobiety i dziewczyny…) w jakikolwiek sposób mogłyby podzielić jej los? Moim zdaniem, tak. W Esmeraldzie można odnaleźć cząstkę siebie, a w jej motywacjach odnaleźć własne motywacje. I nie muszą się wcale pojawiać miłość ze strony kilku mężczyzn, zbrodnia i śmierć. Zrozummy jak bardzo ludzka była w każdym swym czynie, a przez to jak bardzo nam bliska. Spójrzmy na jej walkę o miłość ukochanego Phoebusa- czy my nigdy tak nie walczyliśmy? Spójrzmy na jej odwagę w byciu sobą podczas dążenia do wyższych celów- któż z nas nigdy nie był w ten sposób odważny? Spójrzmy na jej rozterki- wolała trudne i niespełnione, ale jednak szczęście u boku Phoebusa, niż trwanie przy swym cygańskim mężu, archidiakonie Frollu, czy dzwonniku Quasimodo dla powierzchownych korzyści. Nie bała się ryzyka, była silna i odważna, bo walczyła o samą siebie. Kto z nas nie walczy  o lepszy los? Kto tego lepszego losu nie pragnie? Bywała też odrzucana i piętnowana z powodu koloru skóry i wyznania. Błądziła i nawracała się. Potrafiła patrzeć sercem na świat i drugiego człowieka. Potrafiła mieć nadzieję. Czyż nie była w tym wszystkim podobna do nas? No i wreszcie nasze losy też bardzo często zmienia jedna decyzja, jedna chwila, jeden czyn- coś z pozoru zupełnie przypadkowego i błahego. My też, podobnie jak Esmeralda, „mamy swój własny taniec na Placu de Greve”- z pozoru nic nieznaczące wydarzenie, impuls, który zaważa na całym naszym dalszym życiu i jego kształcie. Swoje własne, nieuchronne przeznaczenie.

Z Esmeraldą można się zaprzyjaźnić i można w niej odnaleźć odbicie własnego „ja”. Jest wielowymiarową postacią. Ja za każdym razem potrafię odnaleźć w niej coś innego. Wszystko zależy od okoliczności i umiejętności odpowiedniego patrzenia na tę postać.

Dodaj komentarz