Blink: Spojrzenie któremu nie da się oprzeć.

 

Blink urodził się w zwykłej, kochającej się rodzinie. Od najmłodszych lat wszyscy podziwiali jego piękne, duże, jasnoniebieskie oczy, w których kryła się ogromna tajemnica.

Już w pierwszych tygodniach życia rodzice dostrzegli, że jest z nimi coś nie tak – źrenice nie były idealnie okrągłe, a delikatnie zwężone i wydłużone, porównywalne do kocich. Wielu lekarzy sprawdzało jego wzrok, jednak wszyscy twierdzili że dzieciak widzi normalnie, tradycyjnie odbiera kolory i poprawnie reaguje na światło. Zapewnienia te uspokoiły rodziców, którzy zrezygnowali z kolejnych badań.

Minęło kilka lat, chłopak rósł zdrowy, bardzo szybko opanował chodzenie i mowę. Mama zawsze wpajała mu, że jeśli czegoś chce, musi poprosić, nie może po prostu od kogoś wymagać. Był dobrze wychowywany i tak też się zachowywał.

W wieku dziesięciu lat zachorował na bardzo intensywne zapalenie oczu, jego spojówki w przeciągu godziny stały się całe czerwone, a z kącików oczu zaczęła lecieć krew. Blink nie czuł bólu, nic go nie szczypało ani nie swędziało, zauważył to dopiero gdy przetarł twarz i na jego rękach ukazała się rozmazana krew. Pobiegł do rodziców, którzy natychmiast wzięli go do szpitala. Lekarze nie wiedzieli co się dzieje, nie pomagały krople ani inne lekarstwa. Po kolejnej godzinie kolor spojówek zmienił się na siny, wyglądały zupełnie tak, jak mocno stłuczona noga. Wezwano helikopter w celu przewiezienia chłopca do większego miasta, gdzie jest specjalny oddział okulistyczny – najlepszy w kraju. Obawiali się że dzielą go chwile od utraty wzroku. Zanim jednak dolecieli do celu, jego gałki wyglądały już zupełnie normalnie. Od razu dostał się pod opiekę okulistów którzy przez cały dzień go obserwowali i robili mało inwazyjne badania, jednak zupełnie nic się nie działo, wszystko było w normie, co więcej, po zapaleniu nie było nawet najmniejszego śladu. Tak się przynajmniej wszystkim wydawało.

 

Następnego dnia Blink zmęczony i wystraszony po wydarzeniach dnia poprzedniego spojrzał mamie w oczy i powiedział że on już tu nie chce być, chce wrócić do domu. Kobieta pocałowała go w czoło i poszła porozmawiać z lekarzem o wypisie. Ordynator odparł, że nie ma mowy po takim incydencie, stał się wręcz niemiły i stwierdził że jest ona bardzo nieodpowiedzialna. Gdy wrócili do chłopca, lekarz zapytał go czy się dobrze czuje. Chłopak pokiwał głową, spojrzał na niego i powiedział że chce do domu. Specjalista wyciągnął dokumenty, uzupełnił je i wypisał dzieciaka ze szpitala.

 

 

Kolejnej nocy, będąc już w domu, Blink obudził się. Był głodny. Poszedł do sypialni rodziców poprosić o coś do jedzenia, a gdy obudził mamę, ta wrzasnęła ze strachu, budząc jednocześnie śpiącego obok męża, który również się wzdrygnął. Oczy chłopca błyszczały się w ciemności. Nie świeciły się równomiernie, lecz bardziej mieniły się delikatnie w kolorach granatu przechodzących w srebrny i jasnoniebieski. Tata zaświecił światło a oczy dzieciaka stały się normalne. Kobieta znów chciała wziąć go do szpitala, jednak ten spojrzał na nich i odparł że nie chce tam wracać i że przyszedł bo jest głodny. Rodzice o szpitalu już nic nie wspomnieli i poszli przygotować mu jedzenie. W taki właśnie sposób zaczęła się historia niezwykłych oczu.

 

Chłopak dorastał dobrze wychowywany, był grzeczny, poukładany i miły, jak coś chciał to prosił, wiedział że nie zawsze dostaje się to co się pragnie. Pamiętał że podczas rozmowy powinno utrzymywać się kontakt wzrokowy. Był jednak ciągle dzieckiem. Czasem zauważył zabawkę która spodobała mu się dużo bardziej niż inne i nie mogąc się powstrzymać, zamiast prosić, mówił wprost, że ją chce. Wtedy jego wzrok zaczynał działać. Czasem sprzedawcy nawet oddawali te rzeczy za darmo, mówiąc jaki z niego uroczy chłopczyk.

 

 

O zdolności swojego wzroku Blink dowiedział się w wieku piętnastu lat. Zdarzyło się, że wyprosił całej klasie szóstki ze sprawdzianu, dzień wolny od zajęć czy wycieczkę finansowaną ze środków szkoły. Raz nawet oszczędził sobie i znajomym mandatu za picie piwa w miejscu publicznym. Nie nadużywał swojej zdolności, jednak był tylko człowiekiem. W końcu kto nie korzystałby z takiego daru. Gdy był nieco starszy bez trudu znalazł przyjemną dla niego i dobrze płatną pracę – został specjalistą do spraw marketingu i sprzedaży. W kontaktach osobistych z klientem nie było lepszego od niego, załatwiał dosłownie wszystko, nawet niemożliwe z punktu widzenia zwykłego człowieka sprawy. Trochę gorzej radził sobie w sytuacjach gdzie nie mógł polegać na swoim wzroku, ale był mądrym człowiekiem przez co i tam po zdobyciu doświadczenia zaczął pracować efektywnie. Jego dar miał jednak jedno niedociągnięcie – nie mógł zmienić czyjegoś nastawienia, uczuć względem jego osoby. Jeśli się komuś naraził, nie mógł “nakazać” mu go polubić czy zaufać. Nie mógł też sprawić aby ktoś go pokochał, to zadanie należało już do jego charakteru i uroku osobistego.

 

Bartosz Garus

Dodaj komentarz