Człowiek z głową konia

Rok 1985, Wielka Brytania, Birmingham.
Urocza i malownicza angielska miejscowość, zamieszkała przez tysiące ludzi, w tym także dzieci.
Dlaczego o dzieciach wspomniałem? Może dlatego, że o małym chłopcu imieniem George będzie ta opowieść.

Birmingham to z pozoru bardzo spokojna mieścina, ludzie zawsze są dla siebie życzliwi i mili. Pozory jednak czasem lubią mylić.
Do miasta wprowadziła się nowa rodzina, gdzie dwóch chłopców George i Mike to rodzeństwo. George to młodszy brat, Mike natomiast starszy.
Chodzili do tej samej szkoły, jednak ze względu na wiek mieli różne grupy znajomych.
Pewnego dnia za sprawą jednego z kolegów Mike’a po szkole zaczęła krążyć legenda, jakoby na peryferiach miasta, w pobliskich lasach dziesiątki lat temu żył pewien starszy pan, hodowca koni o imieniu John.
Podobno bardzo lubił dzieci i zawsze zapraszał je na przejażdżki, bądź po prostu pokazać swoje piękne parzystokopytne zwierzęta.
Dzieci zawsze były bardzo podekscytowane i z chęcią chodziły do pana Johna.
Niestety… pewnego dnia miał miejsce straszny wypadek. Jednemu z koni starca odbiło w momencie kiedy wokół niego była czwórka dzieci.
Koń zaczął wierzgać, przez co zmasakrował ciała całej czwórki, a sam John został skazany przez sąd na dożywocie za nieumyślne spowodowanie śmierci.
Starszy pan miał swoje lata, więc zmarł po kilku latach w swojej celi, jednak od tamtej pory miał pojawiać się na skraju lasu, w pobliżu swojej stajni
jako postać ludzka z głową konia, która porywa dzieci.

Oczywiście starsi koledzy Mike’a wraz z nim śmiali się z historii i straszyli młodszych od siebie razem z Georgiem.
Jeden z kolegów Georga wpadł na pomysł, aby zaznać trochę adrenaliny i namówił całą grupę aby udać się w to miejsce wieczorem.
Chłopiec miał pewne obawy, ale po głębokim namyśle uznał, że przecież to tylko legendy wymyślone przez starszych kolegów.
Udali się więc na peryferia miasta tuż po zmroku z latarkami w poszukiwania człowieka z głową konia.
Chłopcy przebijali się przez wysoką trawę w ciemności, zaczął padać deszcz i robić się przenikliwie zimno.
Kiedy dotarli na miejsce i nie znaleźli żadnych nawet poszlak, które mogłyby wskazywać na to, że legenda może okazać się prawdziwa, dzieci zaczęły sobie z całego zdarzenia żartować i zwyczajnie bawić się w kałuży.
W pewnym momencie uznali, że czas wracać do domu żeby rodzice nie zaczęli się martwić. Wtedy właśnie, gdy odwrócili się w stronę, w którą musieli wracać ich oczom ukazała się ludzka postać z głową konia!
Przerażeni wpadli w panikę, a z ich ust wydobył się przeraźliwy pisk i wrzask.
Wdali się w ucieczkę, lecz najmniejsy i najwolniejszy z chłopców – George, został w tyle, potknął się o wystający korzeń i niestety… było już za późno.
Człowiek z głową konia stanął nad nim i… Georg przepadł.
Koledzy, którym udało się uciec zorientowali się dopiero po dotarciu na główną drogę, że nie ma z nimi Georga.

Już po kilkunastu minutach nastąpiła akcja poszukiwawcza ze strony policji i dokonali makabrycznego odkrycia.
Znaleźli ciało człowieka z głową konia… lecz tak naprawdę okazało się, że głowa jest sztuczna, a pod nią kryje się twarz starszego brata Mike’a.
Cała Wielka Brytania została poruszona tym wydarzeniem, rodzina przeżywała żałobę, po stracie dwóch synów.
No właśnie… mijały kolejne dni, a George po prostu zniknął, gdy nagle kilka dni po zajściu w szkole nagle pojawił się mały chłopiec w podartych, zaplamionych krwią i śmierdzących ubraniach.
Szok i niedowierzanie na twarzach wszystkich ludzi w szkole było jeszcze większe, gdy ten spytał się o co chodzi i dlaczego ma na sobie czyjąś krew.
To była krew Mike’a.
Mały Georg natychmiast został zabrany na komisariat, lecz przepytywany i zmuszany wręcz do powiedzenia prawdy nie wiedział co się dzieje.
Prawda wyszła na jaw dopiero po testach w szpitalu. Chłopak miał bardzo poważną i rzadką chorobę rozdwojenia jaźni, która pod wpływem strachu się uaktywniła co doprowadziło do tak olbrzymiej tragedii.

Kiedy dowiedział się, że zabił własnego brata z jego psychiki nie zostało kompletnie nic, przez co do dzisiaj 40 letni już mężczyzna siedzi zamknięty w szpitalu psychiatrycznym z dożywotnim zakazem wyjścia na wolność.

 

Adrian Dudek

Dodaj komentarz