Znalezisko nie z tej Ziemi

„Leżę na hamaku, w ogrodzie za moim domem. Jest późne popołudnie ale wciąż jest przyjemnie ciepło, słońce grzeje moją twarz. W końcu mamy lato… Jest mi tu tak dobrze, że mógłbym nie wstawać. Spod przymkniętych powiek zerkam na krzewy delikatnie kołysane przez lekki wiatr. Jest cudnie, naprawdę cudnie.

Sielankę psuje hamak. Zaczyna się trząść. Wiatr? Niemożliwe, jest za słaby. Poza tym, hamaki nie mówią… A słyszę swoje imię… Naprawdę dziwne. Pewnie mi się to śni, to tylko moja wyobraźnia.”

- Panie sierżancie, proszę się obudzić. Panie sierżancie! Michael! - żołnierz, którego twarz zdobiła pokaźna blizna stał nad nim i próbował go obudzić.
- Uhmm, co? Co się dzieje? - odpowiedział sierżant - Już jesteśmy?
- Nie do końca, będziemy musieli wylądować wcześniej. - usłyszał w odpowiedzi.
- Świetnie... Co się właściwie dzieje? Czemu musimy wcześniej wylądować? - czyli to jednak był sen. Szkoda, że nie obudziłem się w tym hamaku, pomyślał.
Odpowiedzi na swoje pytanie nie usłyszał, bo facet, który go budził poszedł do kabiny pilotów. Znał go dobrze, to nie była ich pierwsza wspólna misja. Był jego wsparciem, jego dodatkową parą oczu i uszu na polu walki. James O'Neil. Znali się dobrze, odkąd byli dzieciakami i biegali po podwórku z kijami, udając komandosów. Żaden z nich nie przypuszczał wtedy, że kiedyś naprawdę nimi zostaną.
Nie miał zielonego pojęcia co spowodowało, że będą musieli wcześniej lądować. Nie za bardzo miał też pomysł gdzie to zrobią, skoro miejscem docelowym misji była mała wyspa, teraz właściwie bezludna. Stało się tak, kiedy na wsypę spadł meteoryt i ściągnął za sobą badaczy z prywatną "armią". Teraz on miał tam wylądować, po cichu dostać się w pobliże tajemniczego obiektu, dowiedzieć się jak najwięcej i wyciągnąć paru tubylców, którzy byli na tyle głupi, żeby nie odpłynąć z wyspy kiedy przybysze delikatnie zasugerowali to lufami swoich karabinów. Zadanie pozornie proste, wywiad donosił, że do uratowania jest raptem pięć osób, a samych agresorów tylko dziesięciu plus trzech badaczy. Bułka z masłem.
Nie przeciągając, sierżant Folsom wstał i udał się do skrzyni, żeby wyciągnąć sprzęt. I to nie byle jaki. Sprzęt wykorzystujący chyba wszystkie zdobycze techniki jakie były znane człowiekowi. Po pierwsze i najważniejsze, kombinezon. W pełni kuloodporny, zapewniający ochronę termiczną i lekkie wspomaganie mięśni. Do tego hełm z goglami informującymi o parametrach noszącego, GPS, lornetką i noktowizorem. Umożliwiał także komunikację z bazą. Wszystko to w bardzo gustownym, grafitowym kolorze pozwalającym pozostać niewykrytym przez wroga nawet będąc bardzo blisko niego. Broń, jeżeli nie licząc tego, że łączyła się z kombinezonem, była dosyć standardowa. Nie miała tylu fajerwerków ale potrafiła je wywołać w rękach sprawnego strzelca. 

Kiedy już był ubrany, na ekranie gogli pojawiły się informacje. Dowiedział się już co spowodowało wcześniejsze lądowanie i nie było to nic nadzwyczajnego. Po prostu burza. 
- Co my tu jeszcze mamy? - pomyślał. I zaraz przed jego oczami pojawiła się mało optymistyczna wiadomość. Dotyczyła tego jak wylądują. A dokładniej: jak wyląduje on. I gdzie. Wszystko wskazywało na to, że zaraz będzie musiał wyskoczyć przez właz, prosto do zatoki. - Zapowiada się ciekawie... - dodał w myśli.
Jego obawy się potwierdziły, chwilę po sprawdzeniu sprzętu i dokładnym przymocowaniu go do plecaka usłyszał komunikat i dostał zielone światło na skok. Sprawdził raz jeszcze ekwipunek, łączność i otworzył właz. Skoczył prosto w rzęsisty deszcz.


Noc była zdecydowanie najlepszą porą na tego typu akcje. Doskonale zlewał się z otoczeniem w mroku, a odgłosy wiatru i burzy sprawiały, że jego szybkie kroki były nie do usłyszenia. Normalnie martwiłoby go, że ktoś inny może to wykorzystać i zbliżyć się do niego ale dzięki masie czujników, nie musiał się o to bać. Dotarł do punktu Alpha, schował w zagłębieniu które znalazł i wywołał mapę na powierzchni gogli. 
- Omega, potwierdź swoją pozycję - rozległ się głos w hełmie. - Odbiór.
- Jestem Sigma, proszę o dalsze współrzędne. 
- Już przesyłam. Cele znajdują się o 15 kilometrów na północ od twojej pozycji. Rusz kiedy tylko będziesz gotów ale nie zwlekaj zbytnio. Wykorzystaj pogodę. Pamiętaj, głównym zadaniem jest zbadanie obiektu i odbicie celów. Nie nawiązuj walki jeśli nie będzie konieczna.
- Przyjąłem. Czy o czymś jeszcze powinienem wiedzieć? - zapytał. Cała ta misja wydawała się dziwna. Niby proste uwolnienie paru zakładników a wysyłają komandosa. Coś tu ewidentnie nie grało.
- Nie Omego, to wszystko. Bez odbioru.
Mapa zaktualizowana zakomunikował wyświetlacz. 
- Komu w drogę... - pomyślał i ruszył truchtem przez gęsty las.

Mijały kolejne minuty marszu, deszcz ani myślał zelżeć, wręcz przeciwnie. To samo wiatr. Miało to swoje plusy, bo mógł poruszać się szybciej. W pewnym momencie roślinność zaczęła rzednąć, więc komandos zwolnił. Po chwili dotarł do miejsca, gdzie nie było już wcale drzew ani krzaków, ich miejsce zajmowała głęboka, długa dziura w ziemi. Bez dwóch zdań, to co spadło na wyspę musiało uderzyć już tutaj. Co dziwne, GPS wskazywał, że cel podróży znajduje się na północ, a ślad po uderzeniu kierował się na wschód. Do punktu Beta pozostało około pięciu kilometrów. Mając pewność, że meteoryt spadł na wschód stąd, Michael postanowił, że do zakładników dotrze nieco okrężną drogą. Poszedł wzdłuż wyrwy w ziemi, ale cały czas trzymał się osłony drzew.


Kiedy tak pędził, nie zauważył, że nagle droga się kończy i nim zdążył zareagować i zahamować, leciał już w dół potężnego krateru. Poturlał się nim, zebrał chyba całe możliwe błoto i uderzył o coś. Coś co teoretycznie miało być bryłą skały z kosmosu. I z kosmosu było na pewno, tyle że przy uderzeniu wydało z siebie metaliczny odgłos. Lekko obolały podniósł się i spojrzał z czym udało mu się zderzyć. Oniemiał. Próbował nawiązać kontakt z Sigmą ale jedyne co udało się uzyskać to czerwony komunikat "Brak sieci". 
- Sigma, tu Omega. Sigma, odbiór. Sigma!
Nikt się nie odzywał, musiał coś uszkodzić kiedy spadł w ten przeklęty dół. Jedyne co pozostało to uruchomić nagrywanie i spróbować potem naprawić moduł komunikacji i przesłać wideo do bazy.

- Sigma, tu Omega. W drodze do punktu Beta znalazłem ślad po uderzeniu obiektu, postanowiłem to sprawdzić. Wasz meteoryt... Sami spójrzcie.

Odsunął się trochę, żeby objąć całość obiektu. Wciąż nie mógł uwierzyć w to co widzi. Miał przed sobą sporych rozmiarów statek. UFO? Prawdopodobnie, ale nie takie jak to z kreskówek czy filmów. Nie był to wielki spodek a naprawdę smukły pojazd, wyglądający trochę jak myśliwce armii. I to go martwiło najbardziej. Zaczął ostrożnie obchodzić pojazd dookoła, dokładnie nagrywając wszystkie szczegóły: wygląd, uzbrojenie, znaki na kadłubie, dziury po nieznanej mu broni... Pocieszające było to, że po pierwsze wyglądał na opuszczony, a po drugie chyba cały był na powierzchni co znaczyło, że drugie tyle maszyny nie jest ukryte pod ziemią. Na czubku zauważył kabinę, postanowił ukryć gdzieś plecak i wspiąć się aby zobaczyć kokpit. Kiedy już to zrobił, odkrył, że w miejscu kokpitu zieje dziura. Oznaczało to, że prawdopodobnie załoga w jakiś sposób się ewakuowała. Miejsca było dla mniej więcej trzech, może czterech osobników jego postury. 

- Wystarczy tego nagrywania. - uznał. - Pora ruszać, deszcz chyba odpuszcza.

Zabrał plecak i już miał ruszać kiedy zauważył ruch w oddali. Szybko wdrapał się na zbocze i natychmiast padł w krzaki na skraju. Znów uruchomił nagrywanie.
- Cztery obiekty, ludzie. Zbliżają się do pojazdu. Rozmawiają, nie jestem w stanie usłyszeć o czym mówią. Przyjechali lekkim pojazdem, kiedy się oddalą, będę mógł ich łatwo wyśledzić.

Żołnierze, a przynajmniej na żołnierzy wyglądali, kombinowali coś z tyłu pojazdu. Po około dwóch minutach, wyciągnęli sześcian o ściance, na oko, długości metra. Świecił na czerwono. Wzięli go ze sobą i udali się w stronę swojego pojazdu. Odjechali. Teraz jedyne co mógł zrobić to udać się do punktu Beta i zobaczyć jakie jeszcze niespodzianki tam na niego czekają.

Zaczynało świtać, niebo jednak wciąż miało ołowiany kolor. Leżał w krzakach 500 metrów przed punktem Beta, na małym wzniesieniu. Nie wiedział ile dokładnie minęło, może godzina, może więcej. W obozie badaczy panował bardzo ożywiony ruch, bez przerwy. Ponadto, czujniki wykryły, że osób tam jest więcej niż donosił wywiad. Czterokrotnie więcej. I nikogo kto by wyglądał na zakładnika. O co tu chodziło? Mimo całego zaawansowania sprzętu nie mógł się rzucić na ponad pięćdziesiąt osób z ciężkim sprzętem. Nie był na to w żaden sposób przygotowany. Nie udało mu się też naprawić komunikatora ale wcale nie dlatego, że nie był w stanie. Po prostu nic nie było zepsute. A jednak nie mógł nawiązać kontaktu. Przynajmniej deszcz przestał padać. Wykorzystał błoto aby jeszcze bardziej zakamuflować swoją postać. 

Po kolejnych paru godzinach bezczynności i zjedzeniu pakietu żywności, nagle coś się zmieniło. Duże poruszenie w obozie zrobiło się jeszcze większe. Prawie wszyscy, którzy się tam znajdowali, przemieścili się w jedno miejsce, tuż obok czegoś co było... brakującym kokpitem ze statku który znalazł wcześniej. Ktoś przyniósł czerwony sześcian i zbliżył go do wraku. Ten wydał odgłos jeżący włos i po chwili kabina się otwarła. Dobrze, że lornetka działała. Była teraz bardzo potrzebna. Kabina skrywała trzy ciała. Kosmitów. Stety albo niestety, martwych kosmitów. Zwiastowało to po pierwsze niezwykłe odkrycie i w dalszej prospektywnie poznanie obcej cywilizacji ale też niezbyt udany początek tej znajomości. Michael miał dwa wyjścia. Wiedząc, że następnego dnia o świcie Omega przyleci po niego do wskazanego miejsca, mógł iść tam i czekać na nich, a kiedy przybędą pokazać nagranie i naradzić się co dalej. Mógł też wejść do jaskini lwa. Wybrał opcję drugą. Postanowił, że zostawi nadmiar sprzętu ukryty tu nieopodal w zaroślach, a o zmroku ruszy sam zbadać wrak i jego załogę. Jeśli wszystko pójdzie po jego myśli, rano spotka się z O'Neilem i będzie miał nie tylko nagrania ale też próbki. Kto wie, przy odrobinie szczęścia może też dowie się kim jest stacjonująca na wyspie załoga i co z rzekomymi zakładnikami.



C.D.N. 

Dodaj komentarz