Ona widziała więcej – Istina z Cliffhaven

Przechodzisz przez ten most. Co widzisz? Pod Tobą znajduje się martwa, nieruchoma tafla wody. Nie spojrzysz w dół, by się w niej przejrzeć? Może boisz się tego, co w niej zobaczysz.

Deski skrzypią pod Twoimi nogami. Każdy kolejny krok sprawia przeszywający ból. Na początku doskwiera, później się przyzwyczajasz. Mgła jest częścią Twojej codzienności. Budynek poniżej to Twój nowy dom. Witamy w Cliffhaven.

Wysłali Cię do szpitala psychiatrycznego. Mówią, że tak będzie lepiej.

Pacjenci tutaj to same kobiety. Mają siwe włosy i zmęczone, odrażające twarze. Na ich wychudzonych ciałach wisi jakiś brudny łachman, do tego wełniane skarpety. Nie da się stąd uciec? W końcu ubierasz się w to samo.

„Nie ma przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Używanie czasów dla podziału upływających minut to tak, jakby pisać kredą po wodzie”.

Jesteś już jedną z nich. Kilka razy Cię przenosili na oddziały dla „trudnych” pacjentek. Mówili, że elektrowstrząsy nie pomogły. Jeżeli dziś szybko zaścielisz łóżko i zjesz śniadanie, to może jutro dostaniesz ich mniejszą dawkę. A może doktor o Tobie zapomni, jeśli schowasz się w szafie?

W każdym z budynków dla umysłowo chorych czujesz się jak ryba w wodzie. Chociaż pacjenci z Dwójki według tych z Czwórki to małpy. Ty umiesz żyć w tej farsie. Masz nawet znajomych. Oni też się boją. Dziwacy.

„Z najszczerszą więc chęcią i powagą uczyłaś się „wpasowywać”: uczyłaś się nie płakać w towarzystwie, lecz uśmiechać i wyrażać swoje zadowolenie; uczyłaś się pytać od czasu do czasu: „Kiedy wyjdę do domu, panie doktorze?” (…)”.

Doktor dobrze wie, że nigdy nie wyjdziesz. Po codziennych elektrowstrząsach dostarczanych Ci przez parę ładnych lat nie ma żadnych złudzeń. Już zapisali Cię w kolejce do przyszpitalnej kostnicy. Trochę jeszcze poczekasz, bo to mała klitka. Trzeba umierać po kolei. Ale najpierw kolejka do operacji. Może lobotomia Cię odmieni.

Niczego na świecie nie boisz się bardziej niż tej operacji. Nawet swojego odbicia w tafli. Wtedy na moście Twój wzrok mimowolnie wbił się w wodę.

Dużo wiesz o ofiarach lobotomii. Po operacji stają się niczym roślina z rozumkiem niemowlaka. Dlaczego nocami tak panicznie krzyczą i z przerażeniem wpatrują się w puste ściany? Operacja przecież miała naprawić ich umysł, zabrać chorobę. Ty nie chcesz, żeby ją zabierali. Nie takim kosztem. To jakaś część Ciebie, czyż nie?

Nazywasz się Istina Mavet. Byłaś młodą nauczycielką. Twoim przekleństwem stał się jednak strach. Bałaś się słońca, wiatru i deszczu. Bałaś się witryn sklepowych, które krzyczały do Ciebie, że musisz mieć się na baczności. Chciałaś uciec od tego i stać się chmurą, ale oni zabrali Cię do Cliffhaven. Spędziłaś tam parę lat. Poznałaś koszmar ludzi uwięzionych do końca swoich dni w szpitalu psychiatrycznym. Znasz ból elektrowstrząsów. Powiedz, czy można się do niego przyzwyczaić? Uciekłaś od lobotomii. Przechytrzyłaś ich. Teraz myślą, że jesteś zdrowa i niczego się nie boisz. Nie płaczesz, uśmiechasz się jak na młodą damę przystało. Kazali wymazać Ci wszystko z pamięci. Jesteś już w domu. Rodzina chciała przyjąć tę wariatkę do siebie. Tylko woda to Twój wróg. Ona wie, kim jesteś.

Tak naprawdę nie istniejesz. Wymyśliła Cię nowozelandzka pisarka, Janet Frame. Ona też leczyła się psychiatrycznie i wie, co przeżyłaś w szpitalu. Powstałaś w 1961 roku. Jesteś postacią z książki Twarze w wodzie. Jeszcze nie nakręcono o Tobie żadnego filmu. Są za to setki zapisów wideo, gdzie można zobaczyć operacje Twoich koleżanek. Ile z nich jeszcze żyje?

„Każdy z nas widzi nieraz twarze w wodzie. Wymazujemy je z pamięci, przestajemy wierzyć w ich realność, oddalamy od siebie ich złamany w falach obraz i stajemy się spokojnymi ludźmi tego świata. Albo nie możemy im pomóc w żaden sposób i potem nie umiemy o nich zapomnieć – a niekiedy, za sprawą dziwnego zbiegu okoliczności, w śnie lub we wrogim błysku światła wydaje nam się, że w czarnym lustrze wody widzimy własną twarz”.

Może to właśnie tam przekonasz się, kim naprawdę jesteś.

 

Patrycja Sienicka

Dodaj komentarz