Nie może padać bez końca

Dom trawi ogień, zostaje tylko popiół. Kiedyś wierzyłem w takie rzeczy, jak rodzina, przyjaciele, uczucia… Ale teraz wiem, że czasami, gdy miłość jest prawdziwa, nic nie może rozdzielić dwojga przeznaczonych sobie ludzi…

30 października, Noc Szatana. Śnieżnobiała suknia ślubna lśni na wieszaku, czekając na swoją chwilę. Strużki krwi kapią wraz z deszczem z wybitego okna.

Wtedy Ich poznajemy. Wtedy Jego poznajemy. Eric Draven i jego narzeczona Shelly Webster padają ofiarami zabójstwa w tę najczarniejszą z nocy. Zabójstwa brutalnego i niepotrzebnego. Shelly umiera po długiej i bolesnej walce w szpitalu, Eric ginie na miejscu, wypadając przez okno na szóstym piętrze.

I tutaj większość historii mogłaby się skończyć – bohaterowie umierają, więc co dalej. Akcja przenosi się jednak rok naprzód. Ta sama noc, ta sama ciemność, ten sam deszcz. Jeden z grobów otwiera się i do żywych powraca Mściciel, Eric Draven. Powraca, by pomścić swoją miłość oraz żeby dusze kochanków mogły zaznać spokoju.

 

 

Historii o podobnym temacie zapewne znalazłoby się dość trochę. Temat dość banalny, tak też można powiedzieć. Dla mnie jednak Kruk i jego Bohater to rzecz ważna, granicząca ze świętą. Jest takie jedno zdanie, które za życia Eric zawarł w swojej piosence, które wielokrotnie pojawia się w filmie.

It can’t rain all the time…

Pojawia się, żeby dać nam wszystkim naukę. W filmie przez zdecydowaną większość czasu rzeczywistość jest, co by tu dużo mówić, raczej przytłaczająca. Wieczna noc i mrok, wiecznie padający deszcz, wieczny smutek i porzucenie. Brutalność, ogień, zło. Brzmi znajomo? Lecz i w takim świecie mogą pojawić się anioły. Anioły, które sprowadzają sprawiedliwość i tchną w serca nadzieję.

Ból po utracie miłości kieruje Mściciela do rzeczy strasznych. Jednak walka ze sobą samym, z własną przeszłością jest najtrudniejsza. To ona potrafi podciąć skrzydła jak nikt inny, to ona potrafi krzyczeć cały czas do ucha, że czas się poddać. Eric Draven jednak nie poddaje się. Walczy. Mierzy się z przeszłością twarzą w twarz.

I właśnie dlatego wielu z nas mogłoby czerpać naukę z tego filmu. Nie chodzi mi tutaj o zabijanie ludzi, którzy zrobili nam kiedyś krzywdę, nic z tych rzeczy. Trzeba podjąć tę najtrudniejszą z walk, bo… nie może padać bez końca.

Jako ciekawostkę (choć to słowo niezbyt pasuje do okoliczności), która dotyczy tej roli, można podać fakt, iż Brandon Lee zmarł w wyniku wypadku podczas kręcenia jednej ze scen. Kula, która miała być ‘ślepakiem’ przypadkowo okazała się być prawdziwą. Aktor zmarł na planie, oddając tej roli ofiarę. Co jeszcze ciekawsze – kilkanaście dni po swojej śmierci miał wziąć ślub, tak jak w filmie. Państwo sami sobie w tym momencie odpowiedzą – przypadek?

 

Buildings burn, people die, but real love is forever.

 

M.

Dodaj komentarz