Galactus – pożeracz światów

Uniwersum Marvela to dzisiaj jeden z najpopularniejszych światów wywodzących się z komiksu. Oprócz bogatego życiorysu prezentowanego za pomocą kredki i ołówka, po jego zasoby chętnie sięgają także filmowcy. Istnieje jednak jedna postać, której potencjał do dziś pozostaje niewykorzystany przez Hollywood. Mowa tu o Galactusie, jednym z najpotężniejszych międzygalaktycznych złoczyńców stworzonych przez znanego wszystkim twórcę serii Stana Lee oraz jego dobrego przyjaciela – Jacka Kirby’ego.

Galactus w pełnej zbroi

Galactus to tajemnicza postać pochodząca z pradawnej galaktyki. Już na pierwszy rzut oka wzbudza respekt – jest olbrzymich rozmiarów, zaś błyszcząca zbroja zwieńczona rogatym hełmem świadczą o jego niezwykłej potędze. Galactus potrafi teleportować się między galaktykami, stąd też jego przydomek. Zwany jest także „Pożeraczem światów”, ponieważ tym się właśnie zajmuje i żywi – niszczenie planet zapewnia mu energię życiową. W związku z tym, Galactusa na pewno nie należy uważać za postać pozytywną, jednak też nie do tego celu został stworzony.

Galactus „pożerający” światy

O ile na łamach komiksu czy też seriali animowanych Galactus pojawiał się nader często, tak, jak już to było wspomniane, na wielkim ekranie mieliśmy bardzo mało szans, by go zobaczyć – pojawił się zaledwie raz. Nasz blaszany przyjaciel otrzymał od scenarzystów drobny epizod w filmie pt. „Fantastyczna Czwórka i narodziny Srebrnego Surfera” w reżyserii Tima Story’ego z 2007 roku. Galactus został tam ukazany jako wielka chmura dymu,
która z pomocą tytułowego Srebrnego Surfera ma zniszczyć Ziemię. Trzeba więc przyznać, że osoba zajmująca się przedstawieniem „Pożeracza światów” za pomocą efektów specjalnych poszła na łatwiznę.

Galactus w filmie „Fantastyczna Czwórka i narodziny Srebrnego Surfera”

Choć do tej pory Galactus nie był zbyt częstym gościem w świecie filmów, to należy mieć nadzieję, że stan ten ulegnie wkrótce zmianie. W dobie zalewających nas z każdej strony kolejnych części Avengers czy wszelkich innych historii, w których superbohaterowie Marvela grają pierwsze skrzypce, czas Galactusa w końcu musi nadejść. A można być pewnym, że z odpowiednio wykorzystanym potencjałem postać ta może na dłużej pozostać w Hollywood.

Dodaj komentarz