Frank Underwood – polityk, którego da się lubić

Władza. Pisał o niej Sofokles tworząc postać Kreona w „Antygonie”, jej smutną wizję przedstawił w „Makbecie” William Szekspir, może budzić w nas przerażenie, gdy przeczytamy o niej w „Księciu” Niccolo Machiavellego. Dziś wielu osobom kojarzy się z Frankiem Underwoodem.

Kim jednak jest Frank, a właściwie Francis J. Underwood? Bohaterem pięcio-sezonowego obecnie serialu Netflixa pt. „House of Cards”. Politykiem, który będąc whipem w amerykańskiej Izbie Reprezentantów otrzymał obietnicę. Obietnicę, że w przypadku zwycięstwa popieranego przez niego kandydata na prezydenta otrzyma stanowisko sekretarza stanu. Niestety dane mu słowo okazało się oszustwem. Oszustwem, które obudziło w nim najgorsze możliwe instynkty.

„- Więc skłamałeś w żywe oczy?
– Nie, zmieniłem parametry obietnicy
– To kłamstwo
– To polityka”
Powyższy fragment serialowej rozmowy najlepiej opisuje świat, do którego należy Frank Underwood. Brudny i brutalny świat polityki, w którym ten czuje się jak ryba w wodzie. Wartości, takie jak prawda, uczciwość czy lojalność to dla niego tylko puste, nic nieznaczące słowa. Na jego osobisty kodeks (nie)moralny składa się tylko jedna wartość. I wcale nie są nią pieniądze, które wybiera większość osób. Dla niego bowiem „Pieniądz jest jak domek w Sarasocie, który zaczyna się walić po 10 latach. Władza to stary kamienny budynek, który stoi przez wieki”.

Władza, do której dąży nie ogranicza się jednak do konkretnego stanowiska. Władza jest dla niego pewnego rodzaju ideą i wartością samą w sobie, do której dąży i którą stara się pielęgnować. Pielęgnować, zostawiając za sobą hektary spalonej ziemi. Jak sam mówi: „Ci, którzy dążą na szczyt, nie mogą liczyć na litość. Jest tylko jedna zasada – polujesz albo giniesz”.

Polujesz albo giniesz – właśnie tą zasadą kieruje się w życiu i polityce Francis J. Underwood. A w zasadzie tylko w polityce, bowiem to właśnie ona jest całym jego życiem. Frank co prawda ma żonę, jednak takie prymitywne sprawy, jak miłość nie mają dla niego żadnego znaczenia. Żona, Claire jest dla niego bardziej partnerem politycznym, który pomaga mu w dążeniu po trupach do celu. Poza tym Frank nie ma przyjaciół. Dla niego każdy jest narzędziem, które wykorzystuje do sięgnięcia po władzę. Narzędziem, które może pielęgnować, ale także zniszczyć bez żadnych skrupułów. Bo przecież: „Droga do władzy wiedzie przez hipokryzję i ofiary”.

Jednak wbrew pozorom wszystkie powyższe cechy wcale nie przysparzają Underwoodowi wrogów wśród widzów serialu „House of Cards”. Wręcz przeciwnie, można odnieść wrażenie, że większość mu kibicuje. Duża w tym zasługa fantastycznej gry aktorskiej samego Kevina Spacey’ego, który w serialu łamie tzw. czwartą ścianę i często mówi wprost do widza. Dzięki temu każdy może poczuć namiastkę władzy, stać się niejako przyjacielem Franka. Mało tego, twórcy serialu na tyle uwiarygodnili tę postać, że promocji czwartego sezonu serialu towarzyszyła kampania #Underwood2016, rodem ze światowej polityki. Kampania internetowa, grafiki, spoty – to wszystko faktycznie mogłoby skusić każdego widza do oddania głosu na Franka Underwooda.

Jego przygoda powoli jednak dobiega końca. Wszystko za sprawą oskarżeń o molestowanie seksualne formułowanych wobec Kevina Spacey’ego. Netflix pożegnał się już z aktorem, co oznacza, że niebawem grana przez niego postać zniknie z „House of Cards”, a tym samym serial dobiegnie końca. Wówczas fani serialu poczują prawdziwą pustkę. Bowiem bez Franka Underwooda nie ma „House of Cards”. Bez Franka Underwooda nie ma polityki.

Dodaj komentarz