Vic Rattlehead – metalowy symbol cenzury

Eddie, Snaggletooth, Vic Rattlehead… Jeśli ktoś miałby za zadanie stworzyć ranking najsłynniejszych metalowych maskotek, to w pierwszej trójce najprawdopodobniej umieściłby „stwory”, które od razu utożsamiamy z twórczością legendarnych zespołów (odpowiednio: Iron Maiden, Motörhead oraz Megadeth), bez których świat ciężkiej muzyki wyglądałby zupełnie inaczej. Przyjrzyjmy się więc tej ostatniej, jakże intrygującej. Przed wami Vic, czyli przeciwnik cenzury.

Megadeth powstał w 1983 roku w Los Angeles. Na jego czele, od samego początku, stoi charyzmatyczny wokalista i gitarzysta Dave Mustaine, który przed założeniem własnego zespołu grał w Metallice. Został jednak z niej, jeszcze przed wydaniem pierwszego albumu „Kill ‘Em All”, wyrzucony.  Nic więc dziwnego, że szybko założył nowy band, aby udowodnić dawnym kolegom, jaki muzyczny talent właśnie stracili. Chciał także odróżniać się od innych…

W  tym aspekcie z pewnością pomógł mu charakterystyczny Vic Rattlehead z metalowymi klapkami na oczach, zszytymi ustami oraz zatyczkami w uszach (wszystko to zostało opisane w utworze „Skull Beneath the Skin”). To wszystko nawiązuje do przysłowia: „nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego”.

Zdaniem lidera grupy postać odzwierciedla  jego uczucia dotyczące represji na tle religijnym i braku wolności słowa. Warto byłoby także wspomnieć, gwoli wyjaśnienia, skąd wzięło się imię i nazwisko integralnej postaci związanej z twórczością formacji Megadeth. Vic oznacza „ofiarę”, z kolei Rattlehead pochodzi od zwrotu dotyczącego headbangingu (dla przypomnienia: energiczne machanie głową w rytm metalowej muzyki). Możemy więc go tłumaczyć jako „grzechotanie głową”.

Pierwszy raz  pojawił się on na okładce debiutanckiego albumu „Killing Is My Business… and Business Is Good!”, który na rynku ukazał się w 1985 roku. Ostateczny projekt, za który odpowiadała wytwórnia Combat Records, nie do końca spodobał się muzykom zespołu. Z prostego powodu: pierwotna koncepcja była zupełnie inna. Mogliśmy się o tym przekonać, gdy światło dzienne ujrzała reedycja pierwszej płyty ekipy Dave’a Mustaine’a.

Vic Rattlehead, już zdecydowanie w bardziej intrygujących wcieleniach, znalazł się na kolejnych trzech studyjnych krążkach formacji zaliczanej do tzw. Wielkiej Czwórki Thrash Metalu. Na legendarnym „Peace Sells… but Who’s Buying” (1986) widzimy kościotrupa-maskotkę, a za nim zbombardowaną siedzibę ONZ, którą… wystawia na sprzedaż. Okładka „So Far, So Good… So What!” (1988) to już Vic przygotowany do wojny. Natomiast na najsłynniejszym (i zdaniem wielu fanów – najlepszym) albumie „Rust in Peace” (1990) opisywany bohater, w towarzystwie przywódców najważniejszych państw, prezentuje ciało „obcego”, a w ręku trzyma tajemniczy, zielony klejnot.

Później słynny kościotrup został przez zespół odstawiony na boczny tor. Powrócił dopiero w 2001 roku. Regularnie zdobił swoim wizerunkiem kolejne studyjne płyty Megadeth (zabrakło go na „Endgame”), nie zawsze jednak był centralną postacią. Dyskografię zespołu – na chwilę obecną – zamyka album „Dystopia” (2016), a na okładce Vic Rattlehead przedstawiony jest jako robot.

Muzycy w wywiadach przyznają, że niebawem zaszyją się w studiu, aby nagrać szesnasty (!) już krążek. Mam nadzieję, że będzie równie udany, co poprzedni. No i że na jego froncie – po raz kolejny – zobaczę znaną postać, bez której nie wyobrażam sobie twórczości Megadeth.

 

Dodaj komentarz