Wszyscy jesteśmy Batmanami?

W 2014 roku amerykański pisarz i wideobloger, John Green, rozpoczął dyskusję w serwisie YouTube na temat znany wielu fanom komiksów. Green udostępnił wtedy filmik pod tytułem I Kind of Hate Batman, w którym zainspirowany codziennym życiem pochylił się nad tematem moralności nikogo innego, jak człowieka-nietoperza. Dwa dni później, jego brat Hank Green, odpowiedział nagraniem zatytułowanym I kinda AM Batman. To tylko jeden z wielu przykładów na to w jak różny sposób czytelnicy czy widzowie postrzegają superbohaterów.  Niezależnie od aktora, który miałby się wcielić w rolę Bruce’a Wayne’a, są dwa poglody na jego poczynania w Gotham – jedni widzą w Batmanie  samych siebie i uważają, że jest nam bliższy jako człowiek pozbawiony supermocy, inni jednak nie potrafią się z nim utożsamić, jednocześnie wytykając mu rozpieszczenie i niedojrzałość. W rzeczywistości, portret psychologiczny kultowej postaci jest jeszcze bardziej złożony.

Z reguły mało przychylnie patrzy się w stronę bogatych, uprzywilejowanych ludzi. Szczególnie tych, którzy nie musieli pracować, by dane bogactwo mieć. Tym, którym przyszło po prostu urodzić się w takiej rzeczywiści, niższe od nich klasy często wytykają niesprawiedliwość. Takie zarzuty także padają w stronę Bruce’a Wayne’a, który urodzony w uprzywilejowanej rodzinie, może się nie martwić o wydatki. Przez tak wysoką rangę społeczną, Wayne wydaje nam się być mniej realny niż nastolatek, którego ugryzł radioaktywny pająk czy macho z laserem w oczach. Od dziecka był przyzwyczajony do posiadania pomocy domowej czy uczciwego, bystrego i służącego radą kamerdynera Alfreda, który był jego lojalnym pomocnikiem do ostatniej chwili swojego życia. Gdyby nie tragiczna śmierć rodziców Bruce’a, możliwe, że w przyszłości nie byłby taki, jakim się stał i wcale nie chodzi tu o jego bycie bohaterem, a wyłącznie jego charakter. Państwo Wayne byli co prawda miliarderami, ale swojemu synkowi starali się wpoić jak najwięcej mądrości życiowej. Wychowywali go w poczuciu bezpieczeństwa i miłości, ogromnym więc było dla niego ciosem zobaczenie tego, jak na własnych oczach jego rodzice zostają zamordowani. Ten traumatyczny widok zmienia jego życie na zawsze i to do niego sam się ucieka na każdym kroku. To w ramach wspomnienia, to motywacji.

Psycholodzy dostrzegają w Batmanie podstawowe elementy zespołu stresu pourazowego. W dorosłym życiu zachowuje się aspołecznie, a depresja daje się we znaki wraz z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi Nie trzeba jednak być ekspertem, by choć w minimalnym stopniu zrozumieć pewne jego zachowania. Bruce szybko został osamotniony przez rodziców, ale jeszcze szybciej sam przyzwyczajał się do bycia samotnikiem. Z myślą, że niebezpieczeństwo może czaić się wszędzie, uciekał od tego, co mogłoby mu zagrozić i wyrabiał sam w sobie schematy obronne, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Bycie outsiderem i bycie w dużej mierze zależnym od swojej pomocy, Alfreda, sprawiło, że nawet dorosły już Bruce nie jest samodzielny, a nawet nie jest do końca przystosowany do życia z innymi. Dla widza jego zachowanie bywa niekiedy irracjonalne. Obsesje jednak takie są.

To, co w realnym życiu może wydawać się zrozumiałe, dla odbiorcy komiksów czy filmów staje się z czasem irytujące. Mowa tutaj o ludzkich emocjach, ale tych skrajnych, nieprzyjemnych. Łatwo powiedzieć, że należy się oswoić ze złymi wspomnieniami, sęk w tym, że mało komu to przychodzi z łatwością. W Batmanie widzimy to, czego nie chcemy widzieć zarówno u siebie, jak i u innych – ciągłe wracanie do starych ran. Bruce przybierając maskę Batmana, przybiera postać, jaką chciałby być, a przez swoje rozemocjonowanie, być nie potrafi. Zarówno Bruce Wayne, jak i Batman, którego stworzył, są chodzącymi kontrastami, pełnymi niejasności i zaprzeczeń. Tacy właśnie są ludzie, a nie superbohaterowie.

Batman wpisuje się w ramy -niekiedy wręcz przesadnej, ale także pożądanej- męskości. Jest czujny, zawsze gotowy do akcji. Budzi wśród innych podziw i respekt, ale także poczucie bezpieczeństwa. Jest potrzebny. W Gotham szybko staje się symbolem sprawiedliwości, robiąc to, co uważa za słuszne, niezależnie jak ciężkie by to nie było. Przekracza swoje własne granice, te, które są jak najbardziej ludzkie. Bruce specjalnie przyjął postać tego, co wzbudzało w nim przerażenie, tylko w ten sposób mógł sam sobie udowodnić, że walka ze strachem jest możliwa. Pozostaje wycofany, bo przecież życie, nawet superbohatera czy miliardera, też nie jest idealne i wymaga stałego samodoskonalenia się. Jego silna wola wydaje się być jego supermocą.

W momencie gdy już zauważamy, że Bruce tak naprawdę kumuluje w sobie silne emocje, że wewnątrz cierpi, a mimo to działa na własną rękę z ogromnym pokładem pokory, ten jak na złość zakłada na siebie swój strój. Ekscentryczny, gadżeciarski, a już na pewno drogi. Do tajemniczej maski i nowoczesnego kostiumu, dodaje jeszcze batmobil, batcycle, a nawet batplane i batboat. Wyposażony w batlinę i batrangi przybiera tytuł Mrocznego. Dobry gust i wysokie wymagania w kwesti jakości, pasują do niestabilnego miliardera, jednak i w tym mężcyzna widzi pewien cel. Nietoperz jest dla nas jak ninja – nieuchwytny, szybki, bystry. Na myśl przychodzą nam straszliwe skojarzenia z hrabią Draculą, połączone z eleganckim Jamesem Bondem. Batman ma spójny wizerunek, odwołujący się do emocjonalności, w przeciwieństwie do Bruce’a, który w nim siedzi i nie do końca potrafi sam siebie określić. Dodany do każdej, nawet minimalnej, części wizerunku, przedrostek –bat sprawia, że widzimy obsesyjne podejście Bruce’a. To nie jest tak absurdalne jak się może wydawać. Często uzależniamy się od tego, co budzi w nas strach, przez to, że przesadnie skupiamy się ucieczce od źródła problemu. Batman jednak robi to celowo, a to odważny krok. Strach przed samym sobą, to też coś, co ma motywować do walki.

 

Z czym jednak Bruce miał zamiar walczyć, zanim na jego drodze stanęły kultowe czarne charaktery, w tym wyjątkowo sadystyczny Joker? Niektórzy w motywacji Wayne’a widzą chęć zemsty. Choć faktycznie, drzemie w nim gniew, którego nie potrafi uwolnić, a co dopiero nad nim zapanować, zemsta nie wpisuje się w, stworzoną przez niego samego, moralność Batmana. Choć niektóre wersje komiksowe czy też Batman vs Superman, który trafił do kin w 2016 roku, wydają się o tym zapominać, człowiek-nietoperz słynie z tego, że nie zabija nikogo. To jego najlepsza i jednocześnie najgorsza cecha.

Życiorys Batmana staje się coraz bardziej skomplikowany. Superbohaterowie z założenia są przecież dobrzy, a dobro musi zwyciężyć ze złem. Większości historii takich idoli w prosty i przyswajalny sposób pokazuje, że właściwie postępowanie może mieć tak cudowne skutki, jak magiczne wręcz moce. Mrocznego Rycerza (bo już na tym etapie jego jak najbardziej ludzkie zachowania wydają się być mroczne) wyróżnia dylemat moralny. Z pełną świadomością konsekwencji jakie się z tym wiążą, uważa, że nie ma życia, które byłoby nic nie warte. Przecież mogłby się zemścić, pokazać tym, którzy go skrzywdzili i krzywdzą nadal przez co przechodził, dać nauczkę. Wayne jednak nie chce decydować o życiu innych, tak jak zadecydowano o życiu jego rodziców. To dla niego oznaczałoby całkowite upodlenie, stanie na równi z tymi, których nienawidzi.

Batmana łatwo znienawidzić, bo w zależności od sytuacji w jakiej się znajduje, widzimy w nim wszystko to, czego nie chcemy widzieć w nas samych albo to, czego nam brak. Jest nieszczęśliwy, poniżany, działa pod wpływem emocji – mamy go dość, bo nie jest super. Jest tak samo wrażliwy, jak i my. Gdzie indziej znowu sztywno trzyma się własnych zasad, choć wymaga to wielu wyrzeczeń i pracy, stara się dość do swojego wymarzonego ideału. W dodatku ma to, do czego wielu dąży – bogactwo. Gdy z niego korzysta, wytykamy bohaterowi zachcianki, nonszalancję w działaniu. Gdy jednak spojrzymy prawdzie w oczy, zobaczymy, że większość z nas też nie wykazywałaby się skromnością mając miliardy na koncie. Batman znowu okazuje się być drażniąco ludzki. Człowiek działa jedynie na polu swojej psychiki, która w przypadku naszego bohatera cierpi. Konsekwencją tego są zaburzenia psychiczne, nawet wreszcie problem z własną tożsamością. Jak długo temat profilaktyki przeciwko tego typu problemom i chorobom, będzie tematem tabu, tak długo nas samych będzie to przerażać. Odbiorcy Człowieka-nietoperza często widzą w nim to, co wymaga naprawy, opieki, zanim on sam zdąży to zauważyć, ubolewamy nad tym, że sa tego nie widzi. Gdy już wreszcie zaczyna nad sobą pracować, nie kończy, dopóki nie osiągnie celu. To uderza w tak częsty wśród nas brak motywacji czy najzwyklejszy słomiany zapał. Przy tym wszystkim, Batman działa jak może, ale tak samo jak każdy człowiek – nieidealnie.

Warto zadać sobie pytanie- nienawidzę Batmana czy może jednak sam nim jestem? Może się okazać, że jedno drugiego nie wyklucza.

Dodaj komentarz