Jestem zmarnowanym życiem Jacka

Czy istnieją super – ludzie, którzy nigdy nie mieli poczucia, że czegoś w ich życiu brakuje? Poczucia niewykorzystanych okazji i zmarnowanych lat? Być może są. On jednak do takich osób nie należał.

Narrator, po prostu. Jeden z najpopularniejszych narratorów w historii. Narrator – bo nikt nie wie, kim jest naprawdę – jest bezimienną jednostką, bez przeszłości i teraźniejszości. Bez rodziny, planów i jedzenia w lodówce. Pewnego dnia poznaje Tylera Durdena, człowieka o wielkiej charyzmie, nieustraszonego i o nienagannej aparycji. Narrator zaaferowany nowym przyjacielem – porzuca swoje dotychczasowe przewidywalne, korpo-życie, pełne mebli z Ikea dla nieznanego mu świata. Tak rodzi się Fight Club. Dzieło tej dwójki. Dar dla pokolenia mężczyzn „wychowanego przez kobiety”.

Klub był dla nich pewnego rodzaju katharsis. Z czasem jednak wewnętrzne katharsis już przestało wystarczać. Zdecydowali się oczyścić całe społeczeństwo z jego zepsucia. Klub zrzeszał coraz więcej osób, które w rzeczywistości rekrutowały się już same. Organizacja przestępcza, do której rozmiarów rozrósł się klub, zaczęła żyć własnym życiem. Narrator stracił kontrolę nie tylko nad klubem, lecz przede wszystkim nad samym sobą. A może nigdy jej nie miał?

Tyler Durden, człowiek, któremu do tej pory ufał, który był ucieleśnieniem jego marzeń i wolności, zaczął ignorować swojego wspólnika. Coraz częściej działał na własną rękę. Narrator chcąc uwolnić się od organizacji, której był współtwórcą dochodzi do pewnych zatrważających wniosków. Tylera nie ma. Tylera właściwie nigdy nie było. Było placebo, które sam stworzył wykorzystując do tego jedynie wyobraźnię. Miało nadać życiu sens.
Miało uratować Jacka.

Dodaj komentarz